To byla dluga jazda….. przemierzylysmy spory szmat drogi w jedyne 40 godzin. Poznany jeszcze w pociągu Anglik zostaje naszym wujkiem Dobra Rada i poleca sprawdzone miejscówki w Goa. Przystanek numer jeden – Anjuna i tutejszy pchli targ. Miejscówka uznawana za dość komercyjną w tym roku jest wyjątkowo spokojna… Ataki w Mombaju skutecznie odstarszyly turystow, którzy tym razem swieta spedzaja w bezpieczniejszym miejscu.

Nieustraszone autorki bloga – balansują na krawędzi.

Pierwsza lekcja pływania. Help!

Na specjalne zamówienie ….

A kuku!

Jest środa i właśnie w środy w Anjunie odbywa się pchli targ. Nie mogłyśmy nie skorzystać. Tym bardziej ze za chwile Swieta. Sprzedawca bębenków nie dawal za wygrana. Przez 10 minut sledzil nas ze swoimi dobrami.

Pogon za Ewą. “Give me good price, madame”.

Chill out time.

So romantic…

Taplanie zamiast pływania. Hinduskie rozrywki na plazy. Trzeba przyznac, ze dosc sa oryginalne.

A więc jesteśmy w raju…

Nocny przejazd do Palolem. Tu już mniej komercyjnie, znajdujemy miejscówkę w chatce pod numerem 14.

W środku materac z moskitierą, na zewnątrz taras.

Opuszczając rezydencję….

Wybrzeże usiane podobnymi, zgrabnie wpisującymi się w bajkowy krajobraz chatkami.

Pozujemy do pocztówek.

… i zapadamy w chilloutowych fotelach.

Widać, że byli tu Portugalczycy.

Colomb bay.

To chyba nasze ulubione miejsce. Rajska plaza i nepalska zyczliwosc.

Po prawej Wyspa Małp, po lewej Ewa.

Hinduski pokazują łydki.

Czas na jogę.

Mozna odpłynac. Widoki zapieraja dech w piersiach.

Nabin – człowiek od wszystkiego, prezentuje naszą kolację. Baby shark przegrywa jednak casting, wybieramy krewetki.

W knajpce u Nepalczyków.

Poranek przed wyjazdem – pływanie, śniadanie, pożegnanie.

I tak się trudno rozstac…

Jeszcze nie wyjechalysmy, a juz tesknimy…

Ostatnie pociągowe widoki….

W pociagu napotykamy kolejna dobra dusze.

Wesoły pociąg do Mumbaju.

Przed odlotem – ostatni rzut okiem na Indie.

W Indiach urosły nam długie skrzydła.

Gdzieś nad Afganistanem…

Potem lądowanie w Moskwie. Kolejny przystanek – Warszawa. Wita nas Dziadek Mróz i polska rzeczywistość. To były cudowne 2 miesiace. Ale tak na prawde to dopiero poczatek przygody z Indiami. Jak to słyszalysmy wiele razy w podrózy – potrzeba całego zycia, aby poznac ten kraj. Pelen kontrastow, zjawiskowych ludzi, fantastycznych krajobrazow, uniesien i zachwytow. Jeszcze tu wrócimy.
Dziekujemy wszystkim osobom, które duchem były tu z nami cały czas. Dziekujemy wspanialym osobom, które poznalysmy w podrózy. Dziekujemy Indiom za piekne przyjecie.