Indie

Just another WordPress.com weblog

Pierwsze dni Październik 18, 2008

Filed under: 02 - Pierwsze dni,Uncategorized — wyprawadoindii @ 2:31 pm

Oto nasze wrazenia z pierwszych czterech dni.

Przylecialysmy do Delhi pozno w nocy (1.00 a.m.). Ewa zamowila miejsca w hotelu Namaskar przez internet, wiec na lotnisku czekal na nas tuziemiec z kartka EWA. Oraz sto innych Hindusow z podobnymi kartkami:)

Przed wyjsciem z lotniska poznalysmy pare Polakow – Kasie i Lukasza – przylecieli tez na 2 miesiace i zatrzymali sie dokladnie w tym samym hotelu, co my. W Delhi spedzilysmy zaledwie dwa dni. To miasto troche nas przeraza – halasem, chaosem, brudem na ulicach, mnostwem zebrakow, bezdomnych dzieci, ktore za kilka rupii wykonuja akrobatyczne wyczyny pod kolami aut. Delhi wyglada jak jeden wielki stragan. 16 mln ludzi handluje tu na ulicy – czym tylko moga. Spia na ulicy, jedza na ulicy, siedza na ulicy, pracuja na ulicy. Efekt – nie da sie przejsc 5 metrow bez towarzystwa “bezinteresownych” dusz. Zycie  – jak w mlynie – tetni do poznych godzin nocnych. Z dachu kafejki niedaleko naszego hotelu obserwowalysmy zycie ulicy – tlum, chaos, handlarze, trabiace auta i autoriksze, w srodku tego tygla majace wszystko w nosie krowy – czemu nie?

W Delhi zobaczylysmy kilka pieknych swiatyn, Red Fort. Wieczorem z kolei zalapalysmy sie na pokaz tradycyjnych tancow i muzyki.Bylo cudnie.

Nastepnego dnia spedzilysmy fantastyczny  poranek z przygodami w meczecie Jama Masjid, gdzie Ewa gonila po dachach w poszukiwaniu swych fruwajacych dobr. Oj dzialo sie, dzialo….

A tak wygladaja ulice Delhi:

Probowalam umowic sie na spotkanie w kobiecej organizacji pozarzadowej, o ktorej pisaly niedawno Wysokie Obcasy. Udalo sie dodzwonic i umowic po naszym powrocie z Radzastanu.

Przyznaje, ze poszlysmy na latwizne i wykupilysmy w “jedynym i prawdziwym rzadowym biurze podrozy” wycieczke po Radzastanie w 16 dni. Dostalysmy kierowce i auto i teraz czujemy sie duzo bezpieczniej. Auto czesto sie psuje, ale Gurupal-nasz ziomal-szofer jakos to ogarnia. To auto czasami ratuje nam tylek, zwlaszcza kiedy mozemy sie w nim schowac przed Hindusami, ktorzy nigdy jeszcze chyba nie widzieli bialych kobiet i teraz polykaja nas tepym wzrokiem. Trzeba sie na to uodpornic. Tak poza tym, to wszyscy sa bardzo mili i bardzo chca nam pomagac, tylko wszystko okazuje sie inne niz ktos tam obiecal na poczatku. Jestesmy wiec z Ewa raczej nieufne.

Teraz jestesmy juz w Radzastanie, stanie w polnocnych Indiach, ktory jest wielkosci Polski. Generalnie sucho i goraco. Bieda i pyl. Dawna swietnosc i architektura z pudelek. Piekne, zapuszczone haveli w Mandawie z licznymi malunkami. Przystanek przed przejazdem kolejowym i krotkie spotkanie z pielgrzymka  Shikhow- bardzo pozytywni ludzie, chcieli nas ugoscic i nakarmic. Do reki wciskali blaszane miseczki.

Teraz jestesmy w Bikaner, to juz bardzo daleki zachod. Mieszkamy w wypasionym hotelu gdzie wlasnie poznalysmy mila Polke, ktora nim szefuje. Jestesmy wszedzie:)

Zmrok zapada wczesnie, dlatego musimy przestawic zegar biologiczny o jakies dwie godziny, by wiecej korzystac z tego co nas otacza. Jest 19, czyli srodek nocy. Idziemy wlasnie na pokaz hinduskich tancow, odslona druga. Ale juz od godziny siedzimy w kafejce (w koncu to nasz blog!). teraz naprawde musimy juz isc, bo nakryl nas szofer, ktory od dwoch godzin czeka w aucie…

Sciskamy was mocno. Badzcie z nami.

 

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.