Zwiedzamy Rajasthan, walczymy z upalami na rozne sposoby: na przyklad zakupilismy kostke lodu w lokalnej fabryce zimna.

Podrozujemy autem przez pustynne miasta: Mandawa, Jhunjhunu, Bikaner. Ogladamy pieknie zdobione freskami haveli, czyli wypasione ongis prywatne rezdencje (dzis niestety najczesciej zapuszczone i niszczejace). Tu na dachu jednego z nich w towarzystwie miejscowej przewodniczki.
W drodze. Symbol swastyki pojawia sie wszedzie: w swiatyniach, na domach, w sklepach. Tu oznacza po prostu: WITAJCIE!
W swiatyni Kari Mata w Deshok odbylysmy mala biesiade ze szczurami. Przyjemnie smyraja po stopach:)))
Rzut oka na swiatynny dziedziniec. Na drugim planie gryzonie i dostawca swiezego mleka

Jedziemy dalej na zachod, ale w trasie psuje nam sie auto. Jestesmy 100 km od najblizszego miasta. Wokolo tylko krowy i pasterze. Susza. Co poczac?
Ewa kolekcjonuje portety z lokalnymi kumpelami. Kolekcja zwiera juz ok 45 przyjaciolek. Poswicimy im osobna wystawe w Gornoslaskim Centrum Kultury. Szczegoly wkrotce.
Monika tez lubi krowy. I wszyscy tu lubia krowy. Hindusi wierza, ze w krowach rezyduja dusze ludzi. Ciekawe, kim bedziemy w nastepnym wcieleniu…
Jak juz wspominalysmy, jestesmy tu spora atrakcja. Hindusi lubia sobie robic z nami zdjecia. Tu jako tlo sluzy nam fort w Jaisalmer.
Dalysmy sie juz wciagnac w zakupowy szal. Dzis Monika wybrala sobie 20 bransoletek na ulicy i juz za nie zaplacila, ale na szczescie Ewa zauwazyla, ze sa dla dzieci i na reke Moniki nie wejda za zadnego Maharadze…:)))
Caly dzien spedzilysmy z przewodnikiem, ktory oprowadzal nas po pieknym miescie Jaisalmer.
Koronkowa architektura sprzed wiekow, domy rzezbione recznie w piaskowcu i magiczna atmosfera, niczym z bajki. Szczeka opada na kazdym rogu. To niewiarygodne, ze takie rzeczy przetrwaly do naszych czasow.

Wieczor zakonczylysmy ogladajac zachod slonca nad jeziorem Gadi Sagar. Przed kapiela powstrzymaly nas lawice sumow, ktore zabijaly sie o kawalek chlebka.
Nie moglysmy przepuscic takiej atrakcji. Blekitnym labadkiem przemierzylysmy cale jezioro (dwa razy).
Hindusi pija napoje nie dotykajac butelki ustami. My tez jestesmy juz w tym dobre.











