Wydarzenia spietrzaja sie i nakladaja na siebie, krajobrazy zmieniaja, okolicznosci przyrody rowniez. Docieramy do Puszkaru, gdzie zamiast tlumu pielgrzymow na ghatach trafiamy na festiwal swiatla – Diwali – czyli duzo halasu o nic. Fajerwerki przez cala noc (a nawet dwie nastepne) skutecznie nie pozwalaja nam zasnac. Miasteczko polozone wokol swietego jeziora, kameralne, choc rownoczesnie turystyczne. Mozna zlapac oddech.
Tak to widzimy z hotelu:
… a tak widza to miejscowi na ghatach:
Chcac nie chcac trafiamy na jedyna w miescie trase, ktora – o dziwo! – prowadzi nas przez wszystkie stragany handlowe…
Wszystkim skladamy zalegle zyczenia: Happy Diwal! (troche bezpieczniej swietowac z hinduska telewizja w pokoju hotelowym, niz pod obstrzalem na ulicy)
Puszkaru cd. Niczym profesor Ciekawski zagladamy tu i tam
Rozwijamy sztuke targowania sie:
i stajemy (siadamy) przed zyciowymi wyborami:
Tutejsza kuchnia jest zdecydowanie egzotyczna dla nas, ale pamietamy o witaminach!
Napotykamy niejeden uliczny oltarzyk, zaimprowizowany na okolicznosc Diwali. W tym czasie Hindusi usypuja przed swymi domami swiete cuda z prawdziwej krowiej kupy. Ponoc na szczescie.
Ekskluzywny hotel w Puszkarze:

…i ekskluzywne zakupy
Aby nabrac szerszej perspektywy urzadzamy wycieczke na pobliskie wzgorze swiatynne.
Cale miasteczko jak na dloni.
A to juz w Jaipurze. Za duze, za tloczne miasto. Szukamy wytchnienia w kameralnym Indian Coffe Shop. Jednak wbrew segregacyjnym sugestiom nie alienujemy sie.
Celebrujemy sniadanie na dachu hotelu (trwa to zwyczajowo okolo godziny, ze wzgledu na szybkosc tutejszej obslugi).
Troche spokoju zaznajemy w swiatyni malp przy swietych zrodlach Galta za Jajpurem.
Podgladamy miejscowa ablucje.
I korzystamy z lokalnych srodkow transportu.
Amber Fort pod Jaipurem – dobrze, ze ktos sie zabral za konserwacje, bo stan tutajszych zabytkow nierzadko pozostawia wiele do zyczenia.
Ksiezniczka na wlosciach, Maharani Ewa: “Hmm, gdzie ta moja swita?…”
Zaluzje do wymiany.
City Palace – oni i my.
Przegladamy sie w najwiekszych na swiecie srebrnych dzbanach. Z dzbanami nam bardzo do twarzy:)
Jaipur po poludniu: troche tu tloczno. Jedyne 4 miliony ludzi.
Widok z Palacu Wiatrow (nie wialo za bardzo).
Kobiety Jaipuru daja rade!
Z zalem zegnamy sie z Rajasthanem. Po powrtocie do Delhi juz zupelnie na wlasna reke jedziemy na polnoc. Pierwsze spotkanie z tutejszymi pociagami nie jest zle (bo jedziemy ekspresem), po 5godzinnej podrozy i po ciemku docieramy do Haridwaru. Rano okazuje sie, ze to calkiem mile miasteczko. Polozone w Himalajach, nad Gangesem, jest kolejnym waznym miejscem pilegrzymkowym. Rzeka tradycyjnie sluzy za wielka pralnie…
… i lazienke.
Niestety, nie udaje nam sie zobaczyc sloni w pobliskim parku narodowym, za to odbywamy kolejna pielgrzymke i podziwiamy widoki. Przestrzen cudowna!
Swiatynia pieknie polozona na wzgorzu.

Grzesznicy musza swoje odpokutowac…
… a interes sie kreci.
Rozmowa z Bogiem - darmowe minuty tylko w Indiach.

Ganges wyplywajacy z Himalajow: Wreszcie mamy nadmiar wody pod dostatkiem!
Nowe wrazenia podczas podrozy riksza…
… noc w przytulnym hoteliku…
… wglad do lokalnych cafe – internet…
I chwila szczescia – pierwszy sklep spozywczy odkryty!
Ranek w Haridwarze - a tu juz impreza. Niczym w filmach Kusturicy orszak weselny gra i spiewa pod naszymi oknami.
Pozywne sniadanie w lokalnym przenosnym barze:
A tu zadanie logistyczne – wysylanie paczek do Polski to nie bulka z maslem. Pokrowiec na taka paczke to najpierw trzeba uszyc! cala operacja trwa jakas godzine… Pakowanie, sznurowanie, szycie na maszynie, potem szycie reczne, a na koniec lakowanie.
Caly rytual…

Docieramy do bajkowego Rishikesh w Himalajach i ladujemy w Sri Ved Niketan ashram. Przez najblizsze dni bedziemy oddawac sie medytacji, jodze i napawac pieknymi widokami gor i Wielkiej Gangi.
Mamy szczescie - w Rishikesh wlasnie rozpoczal sie miedzynarodowy festiwal jogi i muzyki hinduskiej – sa warsztaty, wyklady i koncerty. Bardzo New Age’owo. Wszystko za free. Jestesmy wniebowziete i juz troche chodzimy 5 cm nad chodnikami… Nie moglysmy trafic lepiej. Zostajemy tu dluzej:)








































