Jestesmy w Varanasi, zwanym tez Benares. Miasto ma z soba 2000 lat historii, kiedys bylo bardzo waznym, bogatym osrodkiem ekonomicznym, kulturalnym i religijnym. Jest tez jednym z glownych miejsc pielgrzymkowych w Indiach, ze wzgledu na lingam Sziwy i Swieta Gange. Miasto inne niz wszystkie, nawet drzewa rosna tu w niestandardowy sposob.
Hindusi przybywaja do Varanasi, by umrzec. Smierc w tym miescie zapewnic ma duszy wyzwolenie z cyklu reinkarnacji. Na brzegu Gangi rozposciera sie okolo 80 Ghatow, czyli schodow wchodzacych do swietej rzeki. Ponizej slynne Manikarnika Ghat, czyli schody kremacyjne. A na nich stosy drewna i zmarli ulozeni na bambusowych noszach przykrytych wiencami z kwiatow. Wszedzie unosi sie slodkawy zapach palonych cial. Obserwowanie tego z bliska to niesamowite przezycie. W czasie kremacji czaszka musi peknac na pol, jesli tak sie nie stanie najblizsza rodzina dopelnia tego rytualu, ktory pomga w wydostaniu sie duszy z palonego ciala.
Wczesniej przy rytmie glosnych bebnow przedstawiciele Niedotykalnych niosa cialo na bambusowych noszach przez waskie uliczki starego miasta- labirytnu. Przed spaleniem zmarlego nalezy zanurzyc w Gangesie.
fot. Monika
Podroz lodka wzdluz rzeki zapewnia wstepny oglad tego, co nas czeka. Lodkarze zabijaja sie za klientami, doslownie rowniez. Nie udaje nam sie przejsc kilku metrow bez typowej turystycznej molesty… Bardzo to meczace. W koncu dajemy sie skusic na kartki pocztowe, ktore nastepnie zostawiamy w pociagu… Dzieciaki wiedza jak podejsc turystow…
fot. Ewa
Zycie codzienne na ghatach
Widok na drugi brzeg rzeki.
Hindusi posiadaja bardzo cenna umiejetnosc zasypiania w kazdych okolicznoscich przyrody. Setki osob nad glowa w niczym nie przeszkadzaja.
Panowie uprawiajacy z rana joge smiechu, czyli zbiorowe chichranie. Doskonale dzialanie terapeutyczne i masaz narzadow wewnetrznych. Gromki, rubaszny smiech zaraza rowniez i nas. Troche nam jednak dziwnie, kiedy pomyslimy, ze kilka metrow dalej plona stosy kremacyjne… Kontrasty, przeciwienstwa, sprzecznosci - to wlasnie tworzy niepowtarzalny klimat tego miasta.
Nad brzegiem Gangi mozna rowniez plazowac.Kazdemu wedlug jego potrzeb.
Rzeka swieta, wybrzeze juz mniej. Indyjski smietnik nas nie opuszcza. Hindusi wyrzucaja smieci gdzie popadnie. To chyba ich cecha narodowa. Prozno szukac kosza na smieci na ulicach.
Symbioza gatunkow. Ghat bawoli.
Brahmin w kapieli.
Najblizsza cialu koszula…
Fragment oltarzyka.
Poranek na lodzi. Warto wstac przed switem i troche zmarznac by zobaczyc jak budzi sie Ganges . 6 rano, a my juz na nogach…
Wschod slonca w Varanasi.
Pozdrawiamy Johanesa z Danii! Mamy nadzieje, ze ma sie teraz dobrze przemierzajac Nepal na rowerze.
Sprzedawcy dorwa nas wszedzie, nawet na wodzie. Oferujemy uslugi video… Calkiem przez przypadek mamy na lodzi telewizor i dvd. Troche za wczesnie jak na indyjskie absurdy… Dopiero 6 rano.
“Ganga is the life line of Indian Culture”. Howg!
Miesjcowi sadhu (swieci asceci) juz od rana odprawiaja nad Ganga dzienkczynne modly.
Psy wygrzewajace sie na oczyszczonym palenisku kremacyjnym.Nigdzie w Indiach nie widzialysmy tak schorowanych, wyglodnialych, kalekich i nedznych psin. Umieraja na naszych oczach. Ciezkie tu mamy widoki.
Dobrze nam na tej lodce…
fot. Ewa
Poranna ablucja na najbardziej uczeszczanych i kolorowych Dasaswamedh Ghat. Wszystko to pod okiem blekitnego Sziwy.
Poranne ablucje cd. Kapiel w Gandze to jeden z wazniejszych swietych rytualow w zyciu Hindusow.
Sadhu (Dobry Papa) rozdaje dzieciom orzechy kokosa.
fot. Monika
Inny sadhu przed swoja rezydencja.Tomku w swoim domku?… Jak to bylo?
fot. Monika
Sniadanie na ghatach. |Ewa dokarmia miejscowe zwierzeta.
fot. Monika
Krykiet – sport narodowy z powodzeniem mozna uprawiac nawet na ghatach pod krematorium.
fot. Monika
Dookola swietej krowy. Ewa weszla jej na glowe…
fot. Monika
Orszak weselny spozywajacy slodycze przed wejsciem na lodzie. Wszyscy grzecznie sie objadaja.
fot. Monika
Sporo sie tu dzieje: Arka Noego powstaje w zaskakujaco szybkim tempie.
fot. Monika
Miejska pralnia nad brzegiem Gangi. Jesli nie masz w domu szuszarni, rozloz pranie na klatce schodowej lub chodniku.
fot. Monika
Zdjecie pamiatkowe na ghatach. A co by nie zapomniec, ze zwykle my turysty.
fot. Ewa
Wieczorna msza Ganga Arti nad Gangesem. Nieco rozni sie od tej w Rishikesh. Bardzo widowiskowa. Wykonywana jest przez pieciu mlodych braminow, ktorzy przez godzine odgrywaja hipnotyzujace, plynne rytualy.
Znowu dajemy sie wciagnac w gusla.
Ogien to bardzo wazny element hinduskich obrzedow.Bramini calkiem sprawnie sobie z nim radza. Jak nie zachwyca, kiedy zachwyca…
Kolejny rytual nazwany przez nas “Czochranie Sziwy”. Wielkie miotly w ruchu. Na ghatach setki wiernych nucacy mantry.
Znowu dopadl nas muzyczny festiwal. No coz, tak juz mamy. Koncertowa noc w Miedzynarodowym Centrum Muzyki Indyjskiej na starym miescie. Wrazenia nie-do-wyrazenia.
fot. Monika
Tymczasem na ulicach nieustajace wesele, zarowno w nocy jak i za dnia. Listopad to w Indiach miesiac przyjec weselnych. Przechodzac przez miasto natrafiamy kazdego wieczoru na spektakularne, huczne procesje, ktore zwyczajowo poprzedzaja weselne uczty. Owe spotkania wprawiaja nas w wysmienity humor, bo jestesmy dla orszaku weselnego rownie wielka atrakcja, jak oni dla nas. Pan mlody przeszczesliwy, kiedy dostanie gratulacje od bialej kobiety. Ojciec pana mlodego i dziadek rowniez. Winszowaniom nie ma zatem konca. ..
fot. Monika
Na weselna procesje wypada przyjsc z lampa na glowie.
Weselne wrazenia nie opuszczaja nas tez za dnia.Jak na kazdej imprezie i tu duzo dymu.
fot. Monika
Pan mlody (?) z wrazenia sie poplakal.
fot. Monika
Pan mlody i Panna mloda zlaczeni wezlem malzenskim. Kolejnosc w pochodze nieprzypadkowa…
fot. Monika
W sercu miasta, tuz przy dzinijskiej swiatyni odnalazlysmy oaze spokoju z pysznym lassi bananowym.

Nieudana proba porwania slonia z hotelowego hallu.


























