Z Bodgaji wracamy autoriksza do Gaji, by zlapac nocny pociag do Bhubaneswar w Orisie. Poniewaz pociag sie spoznia spedzamy interesujaca godzinke w dworcowej kantynie. Lokal obfituje w ciekawe obrazki.

Poznajemy mlodego czlowieka, ktory czeka na pociag do Delhi. Gawedzilismy wspolnie zabijajac czas oczekiwania na thali. Otwartość i przyjazność Hindusów jest często przyjemnie zaskakująca.

Poranek w pociagu do Bhubaneswar. Czas na przeglad prasy.

Za oknem krajobrazy coraz bardziej egzotyczne.

W pociagu ruch jak na Marszalkowskiej, krążą sprzedawcy wszystkiego i niczego. W ofercie samosy, orzeszki, czaj (czyli tradycyjna slodka herbata z mlekiem), zabawki, prasa, owoce, drewniane przedmioty (patrz zdjecie), czyszczenie butow i sto innych pozycji. Troche jak w czeskim filmie…

Wreszcie spotkalysmy eunucha. Dal popis tanca w pociagowych korytarzach.
A miejscowi jak zwykle sluzyli rada i pomoca – tu zasiegalysmy informacji co warto zobaczyc w Orisie.

Bhubaneswar, jak to bywa z duzymi miastami w Indiach, jest miejscem, z ktorego szybko trzeba uczekac. Glosno, brudno i wszedzie daleko. Jako stolica Orisy miasto pretenduje do miana nowoczesnego – dlatego tez pojawiaja sie tu m.in. rzadko spotykane w Indiach pasy dla pieszych. Niestety nie bardzo wiadomo jak z nich korzystac. Logika hinduska czasami nas przerasta.

Inna ciekawostka w miescie byla stricte wegetarianska restauracja – bez czosnku i cebuli.

W srodku przytulnie z typowymi orisanskimi wzorami ludowymi na scianach.

Chcialysmy zobaczyc wreszcie slonie w naturalnym otoczeniu. Wyladowalysmy w Nadnancanan park.

Spotkalysmy tez inne zwierzeta.

… i wycieczke maluchow.

W parku, prawdopodobnie z powodu upalu, panowala dosyc senna atmosfera.

Poszlysmy odwiedzic … ale nikogo nie zastalysmy.

Orangutan w pozycji medytacyjnej.

Zieeew!

Kolejny spioch.

Najbardziej mrawy okazal sie slon. Monika postanowila sie zaprzyjaznic.

Safari – wreszcie troche akcji. Bialy tygrys w calej okazalosci.

Szybko zamykamy wszystkie okna. Nici z bliskich spotkań III stopnia…

Lwy-by nie na niby.

We dwojke zawsze raźniej…

