Zawitalysmy do Konarku na wschodnim wybrzeżu Indii, malej miesciny znanej ze Swiatyni Slonca. Stad juz tylko rzut beretem do Oceanu Indyjskiego. Tradycyjnie mamy szczescie, bo… wlasnie odbywa sie tu festiwal tanca indyjskiego.

Nie tracac czasu wsiadamy na rowery i jedziemy po nowe doswiadczenia – moczenie nog w polowie grudnia w oceanie.

Mimozy w obiektywie.

Wioska rybacka. Praca wre.

Wiatr w zagle. Nie, nie , to nie windsurfing. A już przez chwile myslałysmy, ze Hindusi jednak uprawiają jakieś sporty wodne…

Nie windsurfing, a rybackie lodzie. To zmienia postać rzeczy.

“Taka rybe zlapalam”.

Uwazamy, aby nie wpasc w sieci.

Bliskie spotkania z potworem.

Wytrzepywanie sardynek z sieci.

Pogawedka z miejscowymi. Momentalnie okraza nas masa dzieciakow.

Wciaganie lodzi po polowie.

Zony rybakow w akcji.

Przez dwa wieczory ogladamy ponad trzy godziny pokazow tancow w pieknie polozonym audytorium – w tle oswietlona swiatynia slonca. Sceneria robi na nas niezwykle wrazenie, trudno to oddac na fotografii. Bilet na wieczor tanca kosztuje cale 20 rupii, czyli ok 1,5 zl. Wymarzona cena.

Tradycyjne tance z Orisy.

Chlopcy jak dziewczyny.

Urocze to…

Gwiazda…

Ekspresja…

Tradycyjne ozdoby oraz instrumenty tancerek. Daja “po garach”!


Namaskara, taniec ku czci slońca. Inspiracja jogą.

Taniec indyjski slynie z subtelnosci i wyrazistosci ruchu. Tu kazdy najmniejszy gest jest znaczacy.

Bohaterowie wieczoru, czyli lokalne bostwa. My nazywamy je: Kacper, Melchior i Baltazar. Sa reinkarnacja Wisznu, Sziwy i Brahmy. Czczone tylko w Orissie. Biedactwa, nie maja lapek, tylko krociutkie raczki… Ale sa wszedzie. Nosza rozne ubranka w roznych porach dnia oraz roku. Dowiadujemy sie o nich sporo z religijnej ksiazeczki dla dzieci zakupionej przez Ewę. To teraz nasza ulubiona lektura. Ewa upodobala sobie szczegolnie tego czarnego – Lord Jagannath (Lord of the Universe!). Ma ogromne, wylupiaste oczy, jak Dexter z kreskowki.

Zwiedzilysmy monumentalna Swiatynie Slonca z XIII wieku. Tradycyjnie – wstep dla miejscowych 10 rupii, a dla obcokrajowcow 250. Ale bylo warto.

Wstepu do swiatyni pilnuja monumentalne rzezby .

Swiatynia zaprojektowana zostala w ksztalcie olbrzymiej karocy o 24 kolach, ciagnietej przez 7 koni – w tym pojezdzie mityczny bog Surya (czyli Slonce) przemierza niebo. Budowla jest bogato zdobiona, glownie scenami z kamasutry. To prawdziwie koronkowa robota.

Sceny z kamasutry na ścianach swiątyni. Trzeba przyznac, ze jak na XIII wiek, to calkiem odważne propozycje mieli w ofercie…

Autorki bloga.

Spotkana w okolicy swiatyni- mloda para, dzien po slubie. Maja po 24 lata, wlasnie rozpoczeli swoja podroz poslubna. Pokazuja nam swoje weselne tatuaze z henny- ich glebokosc pod skora odzwierciedla jak gleboka jest ich milosc. Wow!

Dancing Hall przed glownym budynkiem swiatyni. Taniec wystepujacych tu kobiet mial zadowolic boga Surje. Kiedys hall przykrywala kopula….

Zdobywamy swiątynne szczyty…

Ptaki wokol swiatyni.

Zebracy pod parasolem (slonecznym, ma sie rozumiec).

Najmniejsza kobieta świata, a nawet dwie;-)

Rachu-ciachu, kokos nasz.

Pijaczki kokosowe.

Trochę nam się przytyło…

Scenka uliczna w Konarku.

Wycieczka rowerowa do wsi Kurum. Niestety rower sam nie chce ruszyc.

…Pojawia sie drugi jeździec. Teraz jestesmy w komplecie.

Zycie codzienne na wsi.

Juhhaa!



We wsi napotykamy same piękne kobiety. Mężczyznami się jakoś w Indiach nie zachwycamy:(

Jak zwykle tłum dzieciaków towarzyszy nam ochoczo w naszych odkryciach.


Wieśniaczka pastwiąca się nad szczeniakami. Masakra.

Tradycyjne malowanie chaty.

Powrót do domu. Przy boku pies obronny.

Wszechogarniające drzewo zatrzymuje nas w drodze powrotnej.

W oczekiwaniu na autobus do Puri. Aby go nie przeoczyć najlepiej spocząć na środku ulicy. To najlepszy punkt orientacyjny i widokowy. Wiedza o tym rowniez i miejscowe krowy.

Podroz do Puri mija nam… na dachu autobusu. Troche tu wieje, wiec juz po chwili przypominamy ” busowe czochracze”. Tyłki ścierpnięte, fryzury – jak widać, ale wrazenia za to przednie! Zdecydowanie polecamy.
