Indie

Just another WordPress.com weblog

Pustynne voyage Październik 23, 2008

Filed under: 04 - Pustynne voyage,Uncategorized — wyprawadoindii @ 4:59 pm

Witajcie ponownie, nasi wierni czytelnicy! Oto garsc naszych wrazen z ostatnich dni. Bardzo dziekujemy za wszystkie komentarze i zamowienia. Mamy pytanie do Grupy O co Chodzi: czy w koncu kiedykolwiek udalo sie wam u znalezc supermarket?

A u nas: zwiedzamy grobowce krolewskie w Bara Bagh. W oddali swieza japonska inwestycja.

„Za dodatkowa oplata trubadur umili Panstwu czas spiewajac przeboj „przed swiatynia dzinijska. W srodku swiatyni dolaczylysmy do hinduskiej rodziny odprawiajaceej swoje obrzedy i rytualy. Zostalysmy wciagniete w to wydarzenie. Spiewy, poklony, tajemnicze gesty , dary i symsole sypane przed oltarzem. Mistycznie.

Z Jaisalmer ruszamy na safari na Pustyni Thar. Pod hotel podjezdza fura i dwaj tajemniczy gentelmani, wbrew pozorom dosc lagodni w obejsciu. Dajemy sie porwac, bo lubimy przygody.

I wreszcie przesiadamy sie na wlasciwy srodek lokomocji. Na poczatku bylo ciezko, ale szybko zalapalysmy o co w tym chodzi. Oto nasze rumaki w calej okazalosci. Wileblag Moniki byl wybitnie indywidualista i chodzil swoimi drogami, a rumak Ewy nie mial ochoty na safari. Po jakims czasie uzgodnilismy wszyscy wspolne plany i udalo sie wyruszyc w dal.

Dotarlismy  do malej wioski (dwie chalupy na krzyz), gdzie zostalysmy zostawione na pastwe losu. Przywitaly nas miejscowe kobiety, dzieci i koza.

Jak zwykle nie wiadomo kto byl dla kogo wieksza atrakcja. To niesamowite, ze ludzie zyja w takich warunkach – i wygladaja na szczesliwych.

Noc pod chmurka oraz koldra z tysiaca gwiazd (moze miliona, nie zdazylysmy policzyc). Hindusi wierza, ze single chodza cala noc po Mlecznej Drodze w poszukiwaniu swojej drugiej polowki.

… A na dzien dobry sniadanie na piasku i wielbladzie jajeczko podane do lozka.

Drugi dzien safari  – mamy wrazenie, ze piasku jest coraz wiecej.

Ewa dokumentujaca za znaki zycia na pustyni:

Stalo sie – zaprowadzono nas do miejscowej spoldzielni tekstylnej w zlotym miescie Jaisalmer. Bilans – 20 poszewek na poduszki i inne gadzety sa juz nasze. Juz niedlugo bedziemy slac paczki:) Uwaga do komenarzy: niestety nie przyjmujemy zamowien na szczury. Za to obiecano nam przeslac w prezencie wielblada, ktory kosztuje tu calkiem nieduzo. Ma ponoc leciec samolotem. Trzymamy Khana za slowo:)

W zatloczonym Jodpuirze poznalysmy sympatyczna kobiete o imieniu Rekha, prowadzaca sklep z ajurwedyczymi kosmetykami Himalaya. Dalysmy sie namowic na pielegnacyjne zabiegi glowy – bylo milo. Spedzilysmy tam 3 godziny i wcale nie chcialo sie wychodzic. Kobieta urzekla nas swoja aura, pogoda ducha, otwartoscia i madroscia. Opowiedziala, jak ciezko jest w Indiach Polnocnych prowadzic interes kobiecie i jakie przeszkody musiala pokonac, aby stanac na swoim. Monika opowiadala o swojej pracy na rzecz kobiet, a Ewa pomagala upiekszyc sklep – bo zdadzila, ze jest architektem. Potem odbylysmy szybka lekcje przygotowywania indyjskiej herbaty i wysluchalysmy opowiesci o dobroczynnym dzialaniu wielu przypraw.

Chwila relaksu  – w malym sklepiku mozna zapomniec o calym swiecie. Teraz jestesmy pewne, ze poswiecimy tu sporo czasu masazom i regeneracji wlosow. Wszystko mozna zalatwic przy pomocy naturalnych skladnikow. i dziala!

Reklamy
 

5 Responses to “Pustynne voyage”

  1. mevah Says:

    Droga Moni pogodze sie w takim razie z brakiem szczura ale w zamian za to zycze sobie wiecej opowiesci i dobrej energii po powrocie.
    Przekazałm dziś adres dalej, pójdzie najpewniej do IPCC Kraków , bo to tematycznie w końcu 🙂
    pozdrowienia dla imienniczki

  2. brzenczu Says:

    Drogie Panie,
    niestety, z tym supermarketami jest problem – znaleźliśmy dopiero w Kotchi – na południu Indii (sklep w którym chodziło sie pomiędzy regałami). Na północy pozostaje kupić garnek – ja kupiłem w Bikanerze – i oddać się kulinarnym pasjom na polską modłę. Gorące pozdrowienia – wyciągnijcie z Indii najdrobniejszy smaczek, dobrą karmę – bo jak wrócicie do Polski (z bakcylem podróżowania) przeżycia starczyć muszą do następnej wyprawy.
    ps. w Varanasi są sklepy (wprawdzie nie supermarkety), w których kupić można znane nam specyfiki – puszki tuńczyka w oleju, nutelle i takie tam… powodzenia

  3. MW Says:

    Mieszkają w domkach i wyglądają na szczęśliwych ? No tak, bo są opłacani za bycie atrakcją 🙂

  4. MC Says:

    Progressteron dobiegł końca – było OK 🙂
    Masaż jak widzę po Twojej minie – rewelacja.
    Wielbłąd może zamieszkać w poczekalni

  5. Doro Says:

    Ja też tak chcę!!!!!!!!!!!!!!!
    Mońciek jestem chronicznie zmęczona, więc chcę tak jak Ty uciec od codzienności, żeby ktoś pomasował mi główkę i zdjął z niej trochę problemów. Za dużo ludzi, za dużo kłopotów, za dużo ZŁych ludzi łe łe
    Całuję mocno D


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s