Indie

Just another WordPress.com weblog

W malym Tybecie. Mcleod Ganj Listopad 25, 2008

Filed under: 10 - W malym Tybecie. Mcleod Ganj,Uncategorized — wyprawadoindii @ 6:12 pm

Pozdrawiamy z Malego Tybetu – miejscowosci Mcleod Ganj, polozonej w Himalajach na wysokosci 1770 m npm. Miescina urzeka malowniczoscia i tybetanskim klimatem – to miejsce, gdzie przebywa Dalaj Lama wraz z tybetanskim rzadem na uchodzctwie. A wraz z nim kilka tysiecy Tybetanczykow.

dsc_0264fot. Ewa

Swiatynia buddyjska w samym centrum miasteczka.

dsc_02481fot. Ewa

Typowy krajobraz himalajski:

dsc_08793fot. Ewa

Miejscowa ludnosc przygotowuje sie do zimy produkujac na drutach towary pierwszej potrzeby. Tybetanczycy to cudowni, niezwykle zyczliwi ludzie. Jestesmy zauroczone ich aura i goscinnoscia.

dsc_0244fot. Ewa

W himalajskiej sieci.

dsc_0871fot. Ewa

Z wycieczka do swiatyni Tsuglagkhang, gdzie na co dzien modli sie Dalaj Lama.

dsc_0915fot. Ewa

Trafilysmy akurat na uroczystosc – bebny, dzwony, cymbaly, gongi tybetanskie i mnisie murmurando… atmosfera prawdziwie mistyczna…

dsc_0881fot. Ewa

Poznajemy buddyjskie rytualy: walce modlitewne z mantrami obracane jeden po drugim zgodnie z ruchem wskazowek zegara. Pomalu sie wdrazamy.

dsc_0924fot. Ewa

Koncert na dachu swiata.

dsc_0937fot. Ewa

Z wizyta w muzeum tybetanskim. Bardzo wzruszajaco.

dsc_0254

Nasz wieczorny rytual – wieczorki filmowe w milej knajpce przy herbacie z imbirze i ciasteczku. Ogladamy ciekawe dokumenty o zyciu Tybetanczykow na wygnaniu, o ich aktualnej sytuacji w Chinach. Wlos sie nam jezy na glowach. Tak, teraz doswiadczamy tego, ze podroze naprawde ksztalca… Kafejka Lhomo’s Croissant gromadzi co wieczor ciekawskich i wrazliwych obiezyswiatow. Na co dzien zaangazowane w dzialalnosc na rzecz praw czlowieka czujemy sie tu bardzo na miejscu.

img_02141

Relaks przed naszym Yellow Guest House przy Bhagsu Road. Wygrzewamy sie w sloncu w pieknych okolicznosciach przyrody. Ach jak przyjemnie… Wlasnie piszemy do was kartki pocztowe:) Powinny lada chwila dojsc, doplynac lub doleciec.

dsc_0208fot. Ewa

Widok z chatki na pobliska budowe – zbrojenia gotowe, mozna zalewac betonem.

dsc_0055fot. Ewa

Ostatnie podlewanie – prawdziwie rodzinna robota.

dsc_0211fot. Ewa

Czochranie szczeniakow…

dsc_00501fot. Monika

Sniadaniowy zestaw obowiazkowy z naszej ulubionej JJI Restaurant – hot lemon ginger tea, gazeta i rekawiczki. Codziennie wita nas tu rozspiewamy i roztanczony kelner-kucharz Max.

dsc_0226fot. Ewa

Jeden z wspolwlascicieli ulubionej knajpki i czlonek zespolu JJI Exile Brothers. Razem sluchamy ich muzy. Wlasnie wrocili z tournee po Austrii.

dsc_0239fot. Ewa

Swietne zarcie, super muzyka i ciepla atmosfera. Jedno z bardziej zakreconych miejsc w McLeod Ganj.

dsc_0232

Pierwszy dzien rozruchowy – wyprawa nad jeziorko Dal. Wszedzie kolorowe choragiewki z tekstami buddyjskich modlitw, poniesie je wiatr.

dsc_0009fot. Ewa

Pokusy joginistyczne czaja sie wszedzie, nawet w glebokim lesie. Wyrastaja jak grzyby po deszczu.

img_0121fot. Ewa

Ciezki zywot kobiecy w Indiach.

img_0122fot. Monika

Radosc wspinaczki

img_0124fot. Ewa

img_0123fot. Monika

Nasze autorskie pocztowki z Himalajow. Mialysmy szczescie – napotkalysmy bardzo wdzieczne modelki.

img_0126fot. Monika

Zycie w himalajskiej wiosce.

dsc_00321

fot. Ewa

dsc_0035fot. Ewa

Zblizenia i obustronne zdziwienia.

dsc_0037fot. Ewa

Wiesniaczka ocieplajaca chate na zime. Krowie lajno to nie tylko swietna izolacja, ale tez swietny sposob na odstraszanie insektow.

dsc_0043fot. Ewa

Dotarlysmy do celu. Jeziorko jak widac bardzo swiete.

dsc_0048fot. Ewa

Dnia nastepnego podejmujemy sie powaznego kilkudniowego przedsiewziecia trekkingowego: wyruszamy w poszukiwaniu nastepujacej gory:

dsc_02661fot. Ewa

Przerwa w przydroznej cafe.

dsc_0057

Gwiazda Bollywood…

dsc_0060fot. Jacek

Male odstepstwo od szlaku. Duzo wrazen i adrenaliny. Himalaje slyna z kiepskich oznaczen szlakow – mowiac szczerze – trudno je w ogole zaobserwowac. Na szczescie jest nas wiecej. Dolaczyl do nas Jacek. W kupie razniej.

dsc_0063fot. Ewa

Ewa – wysokogorska wyjazdaczka prowadzi cala gromade. Nadaje niezle tempo.

img_0141

Zagubieni w Hiamalajach postanawiamy szukac pomocy – wywieszamy biala flage.

img_0133fot. Jacek

Nawet w ekstremalnych sytaucjach nie tracimy dobrego humoru.

img_0137fot. Monika

Wspinamy sie od cafe do cafe.

img_0143fot. Monika

Zachmurzenie wzrasta.

dsc_0069fot. Ewa

Widoki zapieraja dech w piersiach….

dsc_0075fot. Ewa

Obowiazkowy etap kazdej wycieczki – czochranie psa.

dsc_0076fot. Jacek

Wreszcie znajdujemy swoj przytulek na wysokosci 2300m npm. Musmy tu spoczac na noc, za godzine robi sie ciemno.

dsc_0079fot. Jacek

Tajemnicza gora kusi czarodziejskim dymem. Ciekawe co tam przypalili w srodku…

dsc_0091fot. Ewa

Kolejny trekkingowy sukces Moniki.

dsc_0094fot. Ewa

Ach, jak przyjemnie… Siedzimy i gapimy sie w dal. W dole McLeod Ganj.

dsc_01551fot. Ewa

Chwilo trwaj, jestes piekna…

img_0147fot. Ewa

dsc_0102fot. Monika

Mala sesja zdjeciowa na dachu swiata. Wraz z towarzyszem naszej podrozy – Jackiem P.

dsc_0109fot. Ewa

img_0155fot. Monika

Autorki bloga w himalajskim zachwycie i stanie blogosci.

dsc_0116fot. Jacek

Slonce stacza sie z gor.

dsc_0145fot. Ewa

Jest bardzo zimno. Grzejemy sie i wedzimy przy ognisku pod skala.

img_0158

Zabawne scielanie poslania w kurnej chacie. Jedno z bardziej ekstremalnych miejsc do zagospodarowania. Przydaja sie umiejetnosci harcerskie i niepoprawny optymizm. Spimy jak na grzedzie, zeby nie zamarznac. W nocy po chacie buszuja jakies dzikie zwierzeta. Ignorujemy ich obecnosc. Byleby do rana… Auu…

img_0167

Nasza kurna chata w pelnej okazalosci.

img_0193fot. Monika

DJ Monika w poszukiwaniu himalajskich tonow.

dsc_0163fot. Ewa

Dowod rzeczowy – pierwszy snieg.

dsc_0176fot. Monika

Dalsza wedrowka pod gore. Moze jeszcze dzis dotrzemy do 3000 m npm.

dsc_0180fot. Ewa

dsc_0183fot. Monika

img_0187fot. Ewa

Niby zielono, ale w sumie juz zimowo. Typowo himalajskie pomieszanie z poplataniem.

dsc_0187fot. Ewa

dsc_0190fot. Ewa

Hurra! Jestesmy wielkie. Triund zdobyty!!! Dotarlysmy na 2900 m npm.

dsc_0192

Dalej sie juz nie wybieramy – pogoda robi sie dosc niebezpieczna. Trzeba tu wrocic latem – do zdobycia jeszcze kilka szczytow. I niezaliczone tym razem – spanie w jaskini.

dsc_0193

Gora, dla ktorej tu przyszlysmy , a ktorej teraz nie ma:

dsc_0198fot. Ewa

Z powrotem w McLeod Ganj. Nasze ulubione zajecie w miasteczku: „buszujace w rekawicach”.

img_0198fot. Monika

Ognisko w centrum miasteczka. Rozgrzewamy nasze zmarzniete czlonki.

img_0129

Max w JJI Restaurant gotuje dla nas pyszne tybetanskie zarelko.Jak zwykle przy tym tanczy i spiewa.

img_0202

fot. Monika

Zarelko przechwycone – zaraz trafi do brzuszka. Glupawka nas nie opuszcza. Jak niewiele trzeba do szczescia.

img_0204

Brygada RR tuz przed wyjazdemz McLeod Ganj.

img_0215

W Tushita Meditation Centre na szczycie gory. Magiczne miejsce i oaza spokoju. Buddyjski duch rozswietla tu twarze poszukiwaczy duchowych wrazen.

dsc_0257fot. Ewa

Jeszcze tu wrocimy…

Reklamy
 

W miescie Le Corbusiera Listopad 17, 2008

Filed under: 09 - W miescie Le Corbusiera — wyprawadoindii @ 7:59 am

Witamy w Chandigarh – City the Beautiful. Wbrew pozorom nadal jestesmy w Indiach, ale to miasto jest kompletnie inne niz wszystkie. Po podziale Punjabu, gdy Pakistan przejal ukochane przez Hindusow miasto Lahore, premier Jawaharlal Nehru stal sie oredownikiem stworzenia nowoczesnej stolicy stanu, wolnej od obciazen historycznych i przyjaznej mieszkancom. Wyzwaniu czolo stawila dwojka architektow ze Stanow – Albert Mayer i  Mathew Nowicki (tak tak, polskie korzenie). Gdy proces planowania przerwala nagla smierc Nowickiego w katastrofie lotniczej, Indie zwrocily sie do swiatowej slawy architekta – wizjonera Le Corbusiera, by kontynuowal wielkie dzielo. I tak sie zaczelo….

Miasto podzielone jest na kilkadziesiat rownych sektorow (1200mx600m), tonie w zieleni, drogi sa szerokie i czyste. Budynki, jak to u Corbusiera – betonowe. Zabudowa niewysoka, dosc monotonne w formie. Ciekawa jest czesc willowa miasta, modernistyczne, horyzontalne domy jednorodzinne otoczone bujna zielenia.  Wszystko jest inne niz dotychczas, a budki z kurczakami i brodate twarze w turbanach mowia – jestesmy w Punjabie, nie w Indiach. Jest to nie tylko najbogatszy stan kraju, ale i najbardziej zwesternizowany. Dziewczyny w jeansach, punjabski pop z glosnikow, ekskluzywne sklepy, nowoczesne samochody. Jednak, tak jak wszedzie w Indiach,  komunikacyjnie najlepiej sprawdza sie riksza.

Na dzien dobry wyprawa do budynku sadu – trzeba tylko zdobyc pozwolenie na fotografowanie tego obiektu i mozna zwiedzac.

dsc_0625

Widok z tarasu  sadowego.

dsc_0630

Na dachu poznajemy studenta architektury, Roubena z Brighton. Zwiedzamy razem pozostale budynki, przechodzac wspolnie proces biurokracji, by  dostac sie do pilnie strzezonych miejsc (pod baczym okiem wojskowych).

img_0082

Kazdy uwiecznia dzielo mistrza jak umie.

img_0078

Budynek sadu od strony dziedzinca. Le Corbusier ozywil go wprowadzajac charakterystyczne plamy barwne.

img_0076

Symbol Chandigarh – Pomnik Otwartej Dloni na terenie Capitolu.

dsc_06811

Budynek Zgromadzenia. Ogladamy w nim sale posiedzen, oryginalnie zwienczona cylindrycznym swietlikiem. Zdjec niestety nie wolno robic.

dsc_0708

Widok z dachu Sekretariatu.

dsc_0714

Szlachetny i wszedobylski beton, szkoda tylko, ze nikt go nie konserwuje. Po latach dziela architektury zaczynaja straszyc.

dsc_0682

Ludzka skala? Nieco przytlaczajace.

dsc_0741

Swojskie klimaty – bar mleczny dla urzednikow i petentow w budynku Sekretariatu.

img_0084

Corbusierowska dlon raz jeszcze – ” Otwarta by dawac, otwarta by otrzymywac”.

dsc_0717

Po takiej dawce wrazen architektonicznych odpoczywamy zwiedzajac nietypowy Rok Garden –  ogrod stworzony przez artyste samouka Nek Chand`a. Krazymy w fantazyjnym labiryncie miedzy pomostami, przesmykami, rzezbami.

dsc_0751

Wszystko jest tu wykonane z surowcow wtornych, potluczonej ceramiki, swietlowek, betonu itd.

dsc_0764

dsc_0767

Otoczeni przez basniowe stwory.

dsc_0773

dsc_0777

dsc_0785

Takze miejscowi chetnie odwiedzaja park.

dsc_0789

Usilujemy wtopic sie w tlum.

dsc_0786

Nietypowe zawody – zamiatacz wielbladziej kupy.

dsc_0787

Koniki z odzysku.

dsc_0795

Mozna sie bawic jak dziecko.

dsc_0815

Armia babek z branzoletek…

img_0089

.. i facetow z porcelany.

img_0090

Krotki kurs historii miasta – zwiedzamy Muzeum Architektury. Miesci sie ono w  w pawilonie, bedacym replika tego, ktory Le Corbusier zaprojektowal na Swiatowa Wystawe w Zurychu w 1965 roku.

Mapa miasta. Mozna przesledzic siatke sektorow miejskich. Na polnocy czesc administarcyjna – Capitol i rekreacyjna – sztuczne jezioro Sukhna Lake.

dsc_0820

Jedna z makiet w muzeum. W tle na zdjeciach glowny architekt i premier.

dsc_0831

Zwiedzamy pobliski College of Art.

dsc_0845

Azurowa architekturaszkoly pozwala na uzyskanie ciekawych efektow swietlnych.

dsc_0838

Studenci College`u przygotowuja sie do majacego sie niebawem odbyc festiwalu-parady, zmieniajac typowe riksze w oryginalne pojazdy.

dsc_0836

Wspolny posilek w przerwie od pracy.

dsc_0853

Relaks pod uczelnia.

dsc_0848

Wpasowujemy sie dobrze w otoczenie.

dsc_0852

Popoludnie nad jeziorem Sukhna. Tym razem wszystkie pojazdy sa zajete, wiec tylko zazdrosnie obserwujemy z brzegu…

dsc_0858

Zgodnie z wola Le Corbusiera jego prochy zostaly rozsypane nad jeziorem. Labedziom to nie przeszkadza.

dsc_0860

Ulice Chandigarh wieczorem, w rikszy troche trzesie.

dsc_0861

Oczekujac na nocny autobus do Dharamsali fundujemy sobie pierwsza wycieczke do kina. Nie jest to typowy bollywoodzki film, gdzie tancza i spiewaja, ale wzorowana na zachodnich obrazach historia pieknej modelki o dobrym sercu wcignietej w bezpardonowa rzeczywistosc swiata mody. Daleko nam do bohaterek, co robic…  Plakat filmowy. Jak zwykle ktos chcial sie uwiecznic razem z nami.

dsc_0865

Po osmiogodzinnej jezdzie autokarem klasy lux(!) dojezdzamy do Dharamsali. Tu lapiemy miejscowy autobus i jedziemy upchnieci jak sardynki w puszce wraz z innymi pasazerami do pobliskiego McLeod Ganj. I znowu zupelnie inna bajka. To juz wysokie Himalaje. Klimat w pewien sposob podobny do tego z Rishikesh, choc hinduscy sadhu na ulicach zostali zastapieni przez mnichow tybetanskich.Mc Leod Ganj to rowniez spokojna miejscowosc turystyczna, gdzie mozna wybrac sie na trekking lub pocwiczyc joge. Jednak przede wszystkim jest to siedziba Tybetanskiego Rzadu na Wygnaniu.

Wieczorem mozna posluchac na zywo muzyki tybatanskiej w pobliskiej szkole.

img_0099

Klimat zdecyodwanie wysokogorski. Zaopatrujemy sie w odpowiednie akcesoria, by przetrwac zime!

img_0101

 

Pozegnanie z Rishikesh

Filed under: 08 - Pozegnanie z Rishikesh — wyprawadoindii @ 7:56 am

Powoli, w klimacie tradycyjnej muzyki hinduskiej w przednim wykonaniu zegnamy sie z mistycznym Rishikesh i jego duchowymi atrakcjami. Lza kreci sie w oku… Spedzilysmy tu cale 10 dni.

img_0033

Ostatniego dnia poznajemy jeszcze bratnia dusze z Izraela, Yael, ktora podrozuje samotnie przez kilka miesiecy. Niezalezne podrozowanie jest tu wlasciwie norma. Dotyczy to rowniez kobiet.

img_0038

img_0039

Ostatnie joginiczne podrygi w naszym asramie. Wbrew pozorom pozycja „trupa” jest jedna z najtrdniejszych asan w jodze.

img_0042

Zegnamy sie z naszymi ulubionymi miejscami  – bar samosa przy glownej ulicy. Ulubione miesjce spotkan Europejczykow zostajacych tu na troche dluzej. Zabieramy na droge samose z bananem i czekolada oraz jablkiem. Mniam, mniam, nasze podniebienia tez beda tesknic… Rowniez za wyluzowaniem szefa – nigdy nie mial wydac i mowil, ze zaplacimy jutro. A jutro mowil, ze zaplacimy pojutrze… Indie to naprawde dziwny kraj. A zycie tu takie przyjemne…

img_0044Natalia i Yael zostaja tu jeszcze troche… Temu miastu trudno jest sie oprzec. Natalio, wroc jednakze kiedys do Polski!

img_0046

Opuszczamy nasza ulubiona Ayurwedic Ganga Cafe. Najlepsze jedzenie pod sloncem.

img_0047

Zegnamy sie z zaprzyjaznionym Panem o tajemniczym pseudonimie: „Hi, Speed internet”. Dzieki niemu wywozimy z Rishikesh pokazna kolekcje muzyki. Facet mial do nas cierpliwosc… I bardzo nas polubil.img_0051

…I ladujemy sie do pociagu w kierunku Ambala. Na poczatku jeszcze luz;  nieswiadome nadchodzacej tluszczy zagospodarowalysmy dla siebie caly przedzial. Ewa w kolorze blue:

dsc_0618

…i panienka z okienka:dsc_0621

Pociag dluzej stoi niz jedzie. I tak 5 godzin. Przystanki wygladaj co najmniej dziwacznie, gdyz do pociagu trudno jest sie wdrapac. A wdrapywanie nastepuje raczej w polu, niz na peronie. W takich chwilach doceniamy nasze PKP…

img_0056

Pociagowi grajkowie i zabawni tancerze umilaja nam podroz za jeden usmiech. Chlopaki sa rewelacyjne! Co za wykonanie…

img_0068

W Ambali przesiadamy sie do autobusu do Chandigarh. Jest pozno w nocy i mamy farta, ze jeszcze cos jedzie w tym kierunku. Do zobaczenia w City the Beautiful!

 

Przystanek Rishikesh Listopad 12, 2008

Filed under: 07 - Przystanek Rishikesh,Uncategorized — wyprawadoindii @ 9:51 am

Na dluzej zatrzymujemy sie w cudownym Rishikesh – miescie polozonym nad samym Gangesem, u podnoza Himalajow. Rishikesh wypelniony jest po brzegi ashramami, czyli osrodkami rozwoju duchowego oraz poszukiwaczami spirytualnych doswiadczen – z calego swiata. Wszyscy sa przemili, w powietrzu duch pokoju, milosci i pojednania. Wszyscy harmonijnie wspolzyja – krowy, psy, sadhu – czyli lokalni asceci, turysci, uprzejmi sklepikarze, „misie jogi” oraz inni wielcy guru. Atmosfera bardzo New Age’owa. Zatrzymujemy sie w Sri Ved Niketan Ashram, ktory oferuje nie tylko ladne pokoje ( z bojlerem!), ale rowniez zajecia hatha jogi, medytacji, mantrowania i porady spiritual guru. Bardzo nam sie tu podoba. Troche z daleka od centrum i bardzo spokojnie. Za oknem szumi Matka Ganga.

dsc_0492

Widok z naszego Ashramu: pewniego dnia zagoscil tu oboz Te Quondo – dzieciaki wstaja codziennie o 5 rano i rwa sie do cwiczen. My o 5 jeszcze w lozkach, bo wstajemy dopiero o 6 … Prawdziwe z nas poranne ptaszki:)

img_0582

Oto nasz przytulny pokoik. Tradycyjnie – w ubikacji dwie jaszczurki. Pryzwyczajamy sie, bo one byly tu pierwsze. Dzieki nim nie mamy problemow z insektami. Zyjemy zatem w pozytecznej symbiozie.

img_0008

Nie moglo byc lepiej! W Rishikesh trwa od 2 do16 listopada Miedzynarodowy Festiwal Jogi i Muzyki Hinduskiej. Pilnie uczeszczamy zatem na wyklady o jodze, pranayamie, ayurwedzie i calym ichniejszym Kosmosie. Latajacy uniewersytet misia yogi…

dsc_0365

Szczegolnie pilnie uczeszczamy ma zajecia hatha jogi z hipnotyzujacym guru – Yogi Lakmi Narain Joshi, pelnym blasku i otoczonym boska aura. Mamy nadzieje, ze aura udzieli sie rowniez i nam. Guru potrafi byc rowniez bezlitosny, ale po jego zajeciach czujemy sie wrecz bosko…

dsc_0367

Guru czasami wychodzi z siebie. Transcendencja w czystej formie:

img_0538

Chodzimy rowniez na wyklady Swami Dharmananda w katakumbach naszego Ashramu. Zalapalysmy sie na Yoga Advance Course.

dsc_0416

W miedzyczasie spada na nas wielka Miedzynarodowa Konferencja Jogi i juz nie wiemy troche gdzie sie podziac, bo strasznie duzo sie tego narobilo i trza dokonywac powaznych zyciowych wyborow albo praktykowac translokacje. Pilne sluchaczki podczas wykladu na temat zalet jogi.

img_0541

Ukochany Pomaranczowy Mis Jogi – szef naszego Ashramu – Sant Shree Hari. Ewa jest jego wielka fanka. Zrywa sie codziennie bladym switem, aby oddac sie jego hipnotyzujacym komendom: „Inhale forward… Exhale backward… Relax”. To ostatnie Ewa lubi najbardziej. Bo dobry relaks o 6 rano to jest to, co misie lubia najbardziej.

img_0539

Monika za to oddaje sie rano bardzo Dynamicznym Medytacjom OSHO w pobliskim Geetan Ashram. Prowadzi je sanyasi Swami Dhyan Ishu. Duzo by opisywac, co tam sie wyprawia, a i tak nie odda to klimatu tych dzikich, transowych rytaulow.

W wolnych chwilach wloczymy sie po miescie. Oto Ram Jhula, nasz pierwszy ulubiony most w Rishikesh. Teoretycznie tylko dla pieszych, w praktyce ruch kolowy i malpi powoduje typowy hinduski chaos komunikacyjny.

dsc_0486

…i do kompletu most Laksman jhula w wyzszej partii miasteczka:

dsc_0443

Laksman jhula raz jeszcze, w tle swiatynia Shri Trayanbakshwar.

img_0499

Co jakis czas dopada nas klasyczna glupawka.

img_05051

Troche byczymy sie na plazy – w koncu jestesmy na wczasach 😉

img_0498

Inni wola nad Gangesem praktykowac joge pod okiem miejscowego sadhu. Mamy wrazenie, ze miasto odwiedzaja kolejne wcielenia Jima Morrisona.

img_0543

Na plazy w Rishikesh nigdy nie jestesmy same! Populacja psow w Indiach niewatpliwie zblizona jest do ludzkiej.

img_0529

Poznajemy na plazy Bapu („my name is Bi-ej-pi-ju”), usilnie namawia nas na odwiedziny w swoim asramie.

img_0530

Rozmawiamy w zupelnie innych jezykach, ale pogawedka idzie bardzo gladko. Hindusi to bardzo towarzyskie i przyjazne istoty.

img_0531

Zgodnie z tradycja i na skutek nagabywania przez miejscowa dzieciarnie nabywamy zaczarowane koszyczki z kwieciem i pozwalamy im plynac z pradem w sina dal. W koncu jestesmy w swietym miescie.

img_0524

Instrukcja splawiania kwiatow Gangesem:

img_0522

Rishikesh wyglada szczegolnie urokliwie, a rownoczesnie mistycznie tuz przed zachodem slonca – splowiale, mleczne barwy w powietrzu i otoczeniu sa jedyne w swoim rodzaju.

img_0523

Miejscowa ludnosc odkryla tajemnice prostego, dobrego zycia. W koncu czlowiekowi tak niewiele potrzeba do szczescia.

dsc_0375

Typowa zabudowa i typowy mieszkaniec:

dsc_0412

Tradycyjnie sniadamy na lonie przyrody w pobliskiej knajpce nad Gangesem.

dsc_0372

A obiady spozywamy juz w bardziej wyszukanych miejscach. Powoli zaczynami gustowac w tutejszej kuchni, choc zajelo nam to troche czasu, aby sie przyzwyczaic do niezwykle ostrych przypraw i chilli.

dsc_0355

Czasem trzeba cos zwazyc i nabyc droga kupna.

dsc_0435

Hindusi by zachecic klienta wymyslaja oryginalne kompozycje owocowe. Sztuka reklamy, ot co.

img_0016

Marihuana meeting point: Miejscowi popalacze trawy chcieli za zdjecie jedyne 400 rupii, wiec zaproponowalysmy im dla odmiany 1000. Nie przeszlo! Ale bylo duzo smiechu.

dsc_0356

Te co skacza i fruwaja…

dsc_0357

Turysci na tle posagu niebieskiego Vishnu.

dsc_0358

W tym klimacie wszyscy maja wzmozone pragnienie, ale tylko miejscowi nie ryzykuja pijac prosto z kranu.

dsc_0451

Ten bialy krolik to prawdziwy bialy kruk – kosz na smieci, wielka rzadkosc w Indiach.

img_0009

Poznalysmy ciekawa osobke. Moon na 10 lat, pochodzi z Hiszpanii, podrozuje z rodzicami od kolyski. Jest tu z mama, chodzi na joge, mowi prefekcyjnie po angielsku. Czesto przesiaduje w barze z samosami (ulubione miejsce wielu, takze szalonego nauczyciela tai-chi ze Szwecji. Sadzimy, ze jest od samos uzalezniony!)

img_0010

Czysciciele uszu czyli rodzinny biznes na ulicach Rishikesh. Dwaj bracia budza poploch wsrod turystow. Znak rozpoznawczy – wata za uszami.

img_0488

Udalo im sie dorwac bezbronna ofiare. Na szczescie przezyla; co wiecej, nadal slyszy.

img_0489

Wielka, choc niewykorzystana atrakcja Rishikesh jest slynny asram, w ktorym swego czasu przebywali Beatlesi – Maharishi Mahesh Yogi`s ashram.

dsc_0373

Asram jest oficjalnie zamkniety, ale oczywiscie za stosowna oplata mozna go zwiedzic.

dsc_0378

Wyglada przeciekawie – zgrabnie wpleciony w krajobraz, tonacy w zieleni, rozbity na mniejsze cele medytacyjne i inne funkcje. Kiedys asram ten musial tetnic zyciem, ale obecnie przez totalne zapuszczenie stanowi, niczym miasto zaginionej cywilizacji, niesamowicie smutny widok .

dsc_0384

Najwieksze wrazenie robi glowny budynek mieszkalny o tarasowym ukladzie, z ktorego sie wspanialy widok na Himalaje i Rishikes. Calosc zwienczaja prawdziwie kosmiczne jaja. Na takie jajo mozna sie wspiac, zasiasc w srodku i pomedytowac. Mozna sobie wyobrazic, jak nowatorskie bylo to zalozenie w latach 60-ych.

dsc_0402

My podziwialysmy architekture i widoki, a tymczasem naszego przewodnika pajaki za obraz wciagnely.

dsc_0393

Mieszkajac w asramie poznalysmy sporo ludzi z calego swiata. Przyjezdzaja cwiczyc joge, szukac spokoju, odnowy duchowej albo zatrzymuja sie tu po prostu w drodze z lub na polnoc Indii – tak jak np Paticia z Austrii. W ramach odmiany od cwiczen wybralysmy sie z nia na wycieczka do pobliskich wodospadow.

dsc_0420

W drodze do wodospadow – czasem w zyciu mamy pod gorke…

dsc_0424

…ale w nagrode jest radosc z odnalezionych cudow natury.

dsc_0427

Widoki tradycyjnie byly boskie.

dsc_0429

Po wysilku konieczny ajurwedyczny masaz, najlepiej u baby.

dsc_04371

Zadne mocnych wrazen zafundowalysmy sobie rafting, czyli splyw Ganga.

img_0554

Wszystko trzeba zapiac na ostatni guzik.

img_0557

Uskutecznilysmy plywanie zarowno w, jak i poza pontonem – jedyna okazja by wykopac sie w swietej rzece („no smoking, no bikini „jak mowia znaki na plazy).

img_0562

Wielki skok – emocje byly, ale wszyscy przezyli.

img_0566

… i nawet trafilysmy do celu.

img_0569

Prawdziwe orzezwienie i bezplatny masaz – tylko w Wielkiej Gandze.

img_0572

A po opuszczeniu pontonu trafiamy wprost na plan filmowy – to na pewno bedzie przeboj kasowy Bollywood!

img_0576

Nakrecili tylko jedna scena, ale za to musiala byc doprowadzona do perfekcji.

img_0577

Obowiazkowy punkt programu podczas pobyt w Rishikesh to wieczorna puja, piekna ceremonia ze spiewem i dzieleniem sie ogniem.

img_0586

Mozna poczuc moc wspolnoty.

img_0589

W pujy uczestnicza takze miejscowi guru.

img_00201

img_0024

Wniebowzieci.

img_0028

Ok, wczasy sie skonczyly. Jutro ruszamy dalej na polnoc. Nastepny cel wyprawy – Chandigarh.

 

kierunek: Himalaje Listopad 4, 2008

Filed under: 06 - Kierunek: Himalaje — wyprawadoindii @ 8:24 am

Wydarzenia spietrzaja sie i nakladaja na siebie, krajobrazy zmieniaja, okolicznosci przyrody rowniez. Docieramy do Puszkaru, gdzie zamiast tlumu pielgrzymow na ghatach trafiamy na festiwal swiatla – Diwali – czyli duzo halasu o nic. Fajerwerki przez cala noc (a nawet dwie nastepne) skutecznie nie pozwalaja nam zasnac. Miasteczko polozone wokol swietego jeziora, kameralne, choc rownoczesnie turystyczne. Mozna zlapac oddech.

3

Tak to widzimy z hotelu:

1

… a tak widza to miejscowi na ghatach:

2

Chcac nie chcac trafiamy na jedyna w miescie trase, ktora – o dziwo! – prowadzi nas przez wszystkie stragany handlowe…

35

Wszystkim skladamy zalegle zyczenia:  Happy Diwal! (troche bezpieczniej swietowac z hinduska telewizja w pokoju hotelowym, niz pod obstrzalem na ulicy)

5

Puszkaru cd. Niczym profesor Ciekawski zagladamy tu i tam

4

Rozwijamy sztuke targowania sie:

36

i stajemy (siadamy) przed zyciowymi wyborami:

37

Tutejsza kuchnia jest zdecydowanie egzotyczna dla nas, ale pamietamy o witaminach!

39

Napotykamy niejeden uliczny oltarzyk, zaimprowizowany na okolicznosc Diwali. W tym czasie Hindusi usypuja przed swymi domami swiete cuda z prawdziwej krowiej kupy. Ponoc na szczescie.

40

Ekskluzywny hotel w Puszkarze:

41

…i ekskluzywne zakupy

421

Aby nabrac szerszej perspektywy urzadzamy wycieczke na pobliskie wzgorze swiatynne.

6

Cale miasteczko jak na dloni.

38

A to juz w Jaipurze. Za duze, za tloczne miasto. Szukamy wytchnienia w kameralnym Indian Coffe Shop. Jednak wbrew segregacyjnym sugestiom nie alienujemy sie.

43

Celebrujemy sniadanie na dachu hotelu (trwa to zwyczajowo okolo godziny, ze wzgledu na szybkosc tutejszej obslugi).

8

Troche spokoju zaznajemy w swiatyni malp przy swietych zrodlach Galta za Jajpurem.

10

Podgladamy miejscowa ablucje.

9

I korzystamy z lokalnych srodkow transportu.

44

Amber Fort pod Jaipurem – dobrze, ze ktos sie zabral za konserwacje, bo stan tutajszych zabytkow nierzadko pozostawia wiele do zyczenia.

11

Ksiezniczka na wlosciach, Maharani Ewa: „Hmm, gdzie ta moja swita?…”

45

Zaluzje do wymiany.

46

City Palace – oni i my.

12

Przegladamy sie w najwiekszych na swiecie srebrnych dzbanach. Z dzbanami nam bardzo do twarzy:)

13

Jaipur po poludniu: troche tu tloczno. Jedyne 4 miliony ludzi.

16

Widok z Palacu Wiatrow (nie wialo za bardzo).

15

Kobiety Jaipuru daja rade!

14

Z zalem zegnamy sie z Rajasthanem. Po powrtocie do Delhi juz zupelnie na wlasna reke jedziemy na polnoc. Pierwsze spotkanie z tutejszymi pociagami nie jest zle (bo jedziemy ekspresem), po 5godzinnej podrozy i po ciemku docieramy do Haridwaru.  Rano okazuje sie, ze to calkiem mile miasteczko. Polozone w Himalajach, nad Gangesem, jest kolejnym waznym miejscem pilegrzymkowym. Rzeka tradycyjnie sluzy za wielka pralnie…

17

… i lazienke.

18

Niestety, nie udaje nam sie zobaczyc sloni w pobliskim parku narodowym, za to odbywamy kolejna pielgrzymke i podziwiamy widoki. Przestrzen cudowna!

21

Swiatynia pieknie polozona na wzgorzu.

25

Grzesznicy musza swoje odpokutowac…

20

… a interes sie kreci.

22

Rozmowa z Bogiem – darmowe minuty tylko w Indiach.

23

Ganges wyplywajacy z Himalajow: Wreszcie mamy nadmiar wody pod dostatkiem!

26

Nowe wrazenia podczas podrozy riksza…

471

… noc w przytulnym hoteliku…

30

… wglad do lokalnych cafe – internet…

31

I chwila szczescia – pierwszy sklep spozywczy odkryty!

28

Ranek w Haridwarze – a tu juz impreza. Niczym w filmach Kusturicy orszak weselny gra i spiewa pod naszymi oknami.

32

Pozywne sniadanie w lokalnym przenosnym barze:

33

A tu zadanie logistyczne – wysylanie paczek do Polski to nie bulka z maslem. Pokrowiec na  taka paczke to najpierw trzeba uszyc! cala operacja trwa jakas godzine… Pakowanie, sznurowanie, szycie na maszynie, potem szycie reczne, a na koniec lakowanie.
Caly rytual…

49

50

Docieramy do bajkowego Rishikesh w Himalajach i ladujemy w Sri Ved Niketan ashram. Przez najblizsze dni bedziemy oddawac sie medytacji, jodze i napawac pieknymi widokami gor i Wielkiej Gangi.

52

Mamy szczescie –  w Rishikesh wlasnie rozpoczal sie miedzynarodowy festiwal jogi i muzyki hinduskiej – sa warsztaty, wyklady i koncerty. Bardzo New Age’owo. Wszystko za free. Jestesmy wniebowziete i juz troche chodzimy 5 cm nad chodnikami… Nie moglysmy trafic lepiej. Zostajemy tu dluzej:)

51