Indie

Just another WordPress.com weblog

W malym Tybecie. Mcleod Ganj Listopad 25, 2008

Filed under: 10 - W malym Tybecie. Mcleod Ganj,Uncategorized — wyprawadoindii @ 6:12 pm

Pozdrawiamy z Malego Tybetu – miejscowosci Mcleod Ganj, polozonej w Himalajach na wysokosci 1770 m npm. Miescina urzeka malowniczoscia i tybetanskim klimatem – to miejsce, gdzie przebywa Dalaj Lama wraz z tybetanskim rzadem na uchodzctwie. A wraz z nim kilka tysiecy Tybetanczykow.

dsc_0264fot. Ewa

Swiatynia buddyjska w samym centrum miasteczka.

dsc_02481fot. Ewa

Typowy krajobraz himalajski:

dsc_08793fot. Ewa

Miejscowa ludnosc przygotowuje sie do zimy produkujac na drutach towary pierwszej potrzeby. Tybetanczycy to cudowni, niezwykle zyczliwi ludzie. Jestesmy zauroczone ich aura i goscinnoscia.

dsc_0244fot. Ewa

W himalajskiej sieci.

dsc_0871fot. Ewa

Z wycieczka do swiatyni Tsuglagkhang, gdzie na co dzien modli sie Dalaj Lama.

dsc_0915fot. Ewa

Trafilysmy akurat na uroczystosc – bebny, dzwony, cymbaly, gongi tybetanskie i mnisie murmurando… atmosfera prawdziwie mistyczna…

dsc_0881fot. Ewa

Poznajemy buddyjskie rytualy: walce modlitewne z mantrami obracane jeden po drugim zgodnie z ruchem wskazowek zegara. Pomalu sie wdrazamy.

dsc_0924fot. Ewa

Koncert na dachu swiata.

dsc_0937fot. Ewa

Z wizyta w muzeum tybetanskim. Bardzo wzruszajaco.

dsc_0254

Nasz wieczorny rytual – wieczorki filmowe w milej knajpce przy herbacie z imbirze i ciasteczku. Ogladamy ciekawe dokumenty o zyciu Tybetanczykow na wygnaniu, o ich aktualnej sytuacji w Chinach. Wlos sie nam jezy na glowach. Tak, teraz doswiadczamy tego, ze podroze naprawde ksztalca… Kafejka Lhomo’s Croissant gromadzi co wieczor ciekawskich i wrazliwych obiezyswiatow. Na co dzien zaangazowane w dzialalnosc na rzecz praw czlowieka czujemy sie tu bardzo na miejscu.

img_02141

Relaks przed naszym Yellow Guest House przy Bhagsu Road. Wygrzewamy sie w sloncu w pieknych okolicznosciach przyrody. Ach jak przyjemnie… Wlasnie piszemy do was kartki pocztowe:) Powinny lada chwila dojsc, doplynac lub doleciec.

dsc_0208fot. Ewa

Widok z chatki na pobliska budowe – zbrojenia gotowe, mozna zalewac betonem.

dsc_0055fot. Ewa

Ostatnie podlewanie – prawdziwie rodzinna robota.

dsc_0211fot. Ewa

Czochranie szczeniakow…

dsc_00501fot. Monika

Sniadaniowy zestaw obowiazkowy z naszej ulubionej JJI Restaurant – hot lemon ginger tea, gazeta i rekawiczki. Codziennie wita nas tu rozspiewamy i roztanczony kelner-kucharz Max.

dsc_0226fot. Ewa

Jeden z wspolwlascicieli ulubionej knajpki i czlonek zespolu JJI Exile Brothers. Razem sluchamy ich muzy. Wlasnie wrocili z tournee po Austrii.

dsc_0239fot. Ewa

Swietne zarcie, super muzyka i ciepla atmosfera. Jedno z bardziej zakreconych miejsc w McLeod Ganj.

dsc_0232

Pierwszy dzien rozruchowy – wyprawa nad jeziorko Dal. Wszedzie kolorowe choragiewki z tekstami buddyjskich modlitw, poniesie je wiatr.

dsc_0009fot. Ewa

Pokusy joginistyczne czaja sie wszedzie, nawet w glebokim lesie. Wyrastaja jak grzyby po deszczu.

img_0121fot. Ewa

Ciezki zywot kobiecy w Indiach.

img_0122fot. Monika

Radosc wspinaczki

img_0124fot. Ewa

img_0123fot. Monika

Nasze autorskie pocztowki z Himalajow. Mialysmy szczescie – napotkalysmy bardzo wdzieczne modelki.

img_0126fot. Monika

Zycie w himalajskiej wiosce.

dsc_00321

fot. Ewa

dsc_0035fot. Ewa

Zblizenia i obustronne zdziwienia.

dsc_0037fot. Ewa

Wiesniaczka ocieplajaca chate na zime. Krowie lajno to nie tylko swietna izolacja, ale tez swietny sposob na odstraszanie insektow.

dsc_0043fot. Ewa

Dotarlysmy do celu. Jeziorko jak widac bardzo swiete.

dsc_0048fot. Ewa

Dnia nastepnego podejmujemy sie powaznego kilkudniowego przedsiewziecia trekkingowego: wyruszamy w poszukiwaniu nastepujacej gory:

dsc_02661fot. Ewa

Przerwa w przydroznej cafe.

dsc_0057

Gwiazda Bollywood…

dsc_0060fot. Jacek

Male odstepstwo od szlaku. Duzo wrazen i adrenaliny. Himalaje slyna z kiepskich oznaczen szlakow – mowiac szczerze – trudno je w ogole zaobserwowac. Na szczescie jest nas wiecej. Dolaczyl do nas Jacek. W kupie razniej.

dsc_0063fot. Ewa

Ewa – wysokogorska wyjazdaczka prowadzi cala gromade. Nadaje niezle tempo.

img_0141

Zagubieni w Hiamalajach postanawiamy szukac pomocy – wywieszamy biala flage.

img_0133fot. Jacek

Nawet w ekstremalnych sytaucjach nie tracimy dobrego humoru.

img_0137fot. Monika

Wspinamy sie od cafe do cafe.

img_0143fot. Monika

Zachmurzenie wzrasta.

dsc_0069fot. Ewa

Widoki zapieraja dech w piersiach….

dsc_0075fot. Ewa

Obowiazkowy etap kazdej wycieczki – czochranie psa.

dsc_0076fot. Jacek

Wreszcie znajdujemy swoj przytulek na wysokosci 2300m npm. Musmy tu spoczac na noc, za godzine robi sie ciemno.

dsc_0079fot. Jacek

Tajemnicza gora kusi czarodziejskim dymem. Ciekawe co tam przypalili w srodku…

dsc_0091fot. Ewa

Kolejny trekkingowy sukces Moniki.

dsc_0094fot. Ewa

Ach, jak przyjemnie… Siedzimy i gapimy sie w dal. W dole McLeod Ganj.

dsc_01551fot. Ewa

Chwilo trwaj, jestes piekna…

img_0147fot. Ewa

dsc_0102fot. Monika

Mala sesja zdjeciowa na dachu swiata. Wraz z towarzyszem naszej podrozy – Jackiem P.

dsc_0109fot. Ewa

img_0155fot. Monika

Autorki bloga w himalajskim zachwycie i stanie blogosci.

dsc_0116fot. Jacek

Slonce stacza sie z gor.

dsc_0145fot. Ewa

Jest bardzo zimno. Grzejemy sie i wedzimy przy ognisku pod skala.

img_0158

Zabawne scielanie poslania w kurnej chacie. Jedno z bardziej ekstremalnych miejsc do zagospodarowania. Przydaja sie umiejetnosci harcerskie i niepoprawny optymizm. Spimy jak na grzedzie, zeby nie zamarznac. W nocy po chacie buszuja jakies dzikie zwierzeta. Ignorujemy ich obecnosc. Byleby do rana… Auu…

img_0167

Nasza kurna chata w pelnej okazalosci.

img_0193fot. Monika

DJ Monika w poszukiwaniu himalajskich tonow.

dsc_0163fot. Ewa

Dowod rzeczowy – pierwszy snieg.

dsc_0176fot. Monika

Dalsza wedrowka pod gore. Moze jeszcze dzis dotrzemy do 3000 m npm.

dsc_0180fot. Ewa

dsc_0183fot. Monika

img_0187fot. Ewa

Niby zielono, ale w sumie juz zimowo. Typowo himalajskie pomieszanie z poplataniem.

dsc_0187fot. Ewa

dsc_0190fot. Ewa

Hurra! Jestesmy wielkie. Triund zdobyty!!! Dotarlysmy na 2900 m npm.

dsc_0192

Dalej sie juz nie wybieramy – pogoda robi sie dosc niebezpieczna. Trzeba tu wrocic latem – do zdobycia jeszcze kilka szczytow. I niezaliczone tym razem – spanie w jaskini.

dsc_0193

Gora, dla ktorej tu przyszlysmy , a ktorej teraz nie ma:

dsc_0198fot. Ewa

Z powrotem w McLeod Ganj. Nasze ulubione zajecie w miasteczku: „buszujace w rekawicach”.

img_0198fot. Monika

Ognisko w centrum miasteczka. Rozgrzewamy nasze zmarzniete czlonki.

img_0129

Max w JJI Restaurant gotuje dla nas pyszne tybetanskie zarelko.Jak zwykle przy tym tanczy i spiewa.

img_0202

fot. Monika

Zarelko przechwycone – zaraz trafi do brzuszka. Glupawka nas nie opuszcza. Jak niewiele trzeba do szczescia.

img_0204

Brygada RR tuz przed wyjazdemz McLeod Ganj.

img_0215

W Tushita Meditation Centre na szczycie gory. Magiczne miejsce i oaza spokoju. Buddyjski duch rozswietla tu twarze poszukiwaczy duchowych wrazen.

dsc_0257fot. Ewa

Jeszcze tu wrocimy…

Reklamy
 

19 Responses to “W malym Tybecie. Mcleod Ganj”

  1. doro Says:

    Monia, pomyśl tam wysoko o mnie, wierzę że dobre myśli szybciej dotrą gdzie trza. I jeszcze te chorągiewki z modlitwami 🙂 Unosi je wiatr – cudne.
    Nostalgicznie i dobrze mi dzisiaj.

  2. Kasia Zet Says:

    Ewuś, śledzę Waszą wyprawę i jestem pod ogromnym wrażeniem! ( tamtejszego życia, ludzi, miejsc, przestrzeni… no i oczywiście Waszej odwagi 😉 )
    Powodzenia w dalszej wędrówce.
    Sciskam z „nad deski” i pozdrawiam cieplutko!

  3. kakowa Says:

    dzienki za kartkę z dyndającym penisem :)~ i za tą drugą też 🙂 doszły
    szacunek dla odwagi Waszej wielkiej
    faaajnie Wam buziole gorące i usciski

  4. Malgorzata Jedrus Says:

    Witaj Moniczko!!! Sledze Wasza wyprawe od poczatku i podziwiam za odwage i wytrzymalosc !!! Tak dzielnie znosicie wszelkie niewygody. Widac ,ze humory Wam dopisuja i potraficie dostrzegac piekne rzeczy . Dbajcie o siebie !!!!Pozdrawiam serdecznie ,zycze wspanialych wrazen i szczesliwego powrotu do domku. ciocia Gosia z Niemiec

  5. ggola Says:

    Jestem szokuuuuuu!!!! Moniko, niesamowite to co robicie- odważne kobiety ;)) . Fajnie się to ogląda i czyta…. jestem pod wrażeniem !!!! pozdrawiam grazyna

  6. aga flo Says:

    Wracajcieeee!!tam jest niebezpiecznie!!!!wracajcie….po mnie:) (zazdrośnica wysokogórskich głupawek). pozdrawiam ciepło

  7. brzenczu Says:

    gorące pozdrowienia (mimo, że tu chłodno) od całej Grupy Twórczej Ocochodzi – powodzenia – cały czas śledzimy wasze poczynania

  8. Radzioo!! Says:

    Aaaależ ściema!! Na pierwszy rzut oka widać, że to nie Indie, a Lądek Zdrój!! 🙂

    A poważnie, to jestem pod wrażeniem fotek!! Gratuluję. Bawcie się dobrze… i bezpiecznie. 🙂 Pozdrawiam.

  9. mama Says:

    Hej!
    Jestem pod wrażeniem waszej wspinaczki. Szkoda, że pierwszy śnieg nieco przeszkodził w dalszej wędrówce. Ewa, te 2900 m to tylko o parę metrów więcej, niż Triglav. Tam też było bojowo, pamiętasz??? Jestem z Wami myślami i…cały czas zazdroszczę.

  10. Agata Says:

    Hej Ewciu, mam nadzieje, ze wasza dalsza wyprawa bedzie równie barwna jak wasze czapki i rękawiczki. Pozdrawiam cieplo i dzieki za kartke:-)

  11. MC Says:

    Głupawka wysokogórska to co lubie najbardziej 😉

    Pozdrawiam,

    MC

  12. MC Says:

    No i te widoczki

  13. Ola (Lublin) Says:

    elo, znajomi pytają, czyje zdjęcie widnieje na pocztówce i jak mam wytłumaczyć, że to tylko tybetańska babcia? dla niewtajemniczonych podaję, że wygląda jak skrzyżowanie Małej Mi z zakonnicą 🙂
    Ewa, nie czochraj tych piesów, bo jeszcze jakiś zapragnie się polonizować i ahh, co to będzie?
    Moniko, a da radę tybetańską muzę przytargać do Polszy?

    PS. odliczam dni…

  14. Ola (Lublin) Says:

    elo, znajomi pytają, czyje zdjęcie widnieje na pocztówce i jak mam wytłumaczyć, że to tylko tybetańska babcia? dla niewtajemniczonych podaję, że wygląda jak skrzyżowanie Małej Mi z zakonnicą 🙂
    Ewa, nie czochraj tych piesów, bo jeszcze jakiś zapragnie się polonizować i (ach!) co to będzie?
    Moniko, a da radę tybetańską muzę przytargać do Polszy?

    PS. odliczam dni…

  15. justina Says:

    namaste!
    o swiete zbiegi okolicznosci, cuda niewidy i hindusko-polskie przypadki! tozmy jacka przed zlota swiatynia wypuscily z rak a potem sluch o nim zaginal a on potem w waszych rekach byl :)) justina tu wbija jakims cudem bez rekomendacji zadnej oko otwiera i widzi buzie znajome i miejsca tez co je prawie w tych samych dniach zwiedzala z goshia! heh swiat maly tylko hindustan wielki! mi-ja-my sie. tu bedzie was latwiej namierzyc, puszcze pawie oko jak bedzie okazja! 🙂
    p.s. jacku jesli mnie czytasz – mam twoj laptop still, z tym crashem to byl zart!! odezwij sie no!

  16. ewawu Says:

    Zbieg okolicy niemały, szok wielki 🙂

  17. kuba Says:

    Hej. znalazlem tego bloga wlasnie. W JJI na scianie to ja zostawilem pocztowke z Polski, w maju:)

  18. ewawu Says:

    :))) Max mówił, że byłeś taaaaaaaki wysoki:) pozdro!

  19. Kuba Says:

    🙂 mam dwa metry wzrostu. często byłem w JJI bo mieszkałem w McLeod 3 tygodnie. Max był pozytywnie zakręcony i dobrze gotował:) pozdrawiam
    Kuba


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s