Indie

Just another WordPress.com weblog

W gorach Aravalli Październik 27, 2008

Filed under: 05 - W gorach Aravalli,Uncategorized — wyprawadoindii @ 4:24 pm

Witajcie ponownie, nasi wierni czytelnicy! Wiemy, ze dlugo nas tu nie bylo,  jakies 3 dni. Bijemy sie w 4 piersi:) Za to teraz, specjalnie dla was przedstawiamy nasze najnowsze produkcje i halucynacje na jawie. Dziekujemy za kolejne zamowienia oraz wskazowki – akceptujemy to, co jest, bo jest magiczne i bajkowe, a to, czego nie ma (np. „normalne” sklepy i in.) przestaly nas juz interesowac. Czyli zycie wywrocilo nam sie do gory nogami. A zachwyt nie opuszcza ani na chwile.

Po pustynnych voyage przybylysmy do blekitnego miasta –  Dzodpur. Dzieki pomyslowosci zyjacego tu Maharadzy  dla zwiedzajacych przecudny Fort Meherangarh wprowadzono audio przewodniki. Pol dnia wloczymy sie zatem po palacach, kaskadowych dziedzincach i przepieknych komnatach. Blekitne miasto tetni gwarnym zyciem.

Za czasow Maharadzy Man Singha  palenie opium bylo na porzadku dziennym. Na dziedzincu fortu zanurzamy sie w chmurach tego cudownego wynalazku. Jak widac wiek nie przeszkadza w spozyciu. Mamo, szkoda, ze cie tu nie ma…

Wieczorem wyruszamy do Ranakpur w dolinie Aravalli. Klimat zmienia sie z godziny na godzine. Mamy wrazenie , ze teraz jestesmy w dzungli. Glosno spiewajace ptactwo, ogromne owady i jaszczurka w pokoju – to na dzien dobry wysmienity zwiastun. W Ranakpur najpierw idziemy nad jezioro, gdzie witaja nas siedzacy na wzgorzach tubylcy:

Nad jeziorem krecimy pierwszy odcinek „Z kamera wsrod zwierzat”:)

W drodze powrotnej dolaczamy do wesolej gromadki. Dla niepoznaki mieszamy sie z tlumem:

W warsztacie tkackim: znowu nas maja. Monika tradycyjnie wykupuje pol asortymentu. Na szczescie ma duzy plecak i silne bary. Dzieki nam rzemioslo w Indiach kwitnie:)


W oczekiwaniu na otwarcie dzinijskiej swiatyni Chaumukha Mandir zapoznajemy nowe kolezanki:

…a nastepnie sprawdzamy, czy przewodniki nie klamia i czy wszystkie 1444 kolumny sa na swoim miejscu.

Przemierzamy wzgorza i doliny Aravalli, prujac naszym dzielnym autkiem przez niezwykle barwna  wies indyjska. Ewa ma wrazenie, ze znajduje sie w Chinach.  Docieramy do Fortu Kumbalgarh, ktory otoczony jest murem chinskim, jak widac na zalaczonym obrazku.

Nasz kolejny przystanek: bajkowy Udajpur, (ponoc najbardziej romantyczne miasto w Indiach) – w samym srodku przygotowan do wielkiego swieta Diwali. To czas, gdy Hindusi ucztuja powrot Ramy z odosobnienia, witaja go swiatelkami, kiczowatymi lampkami, fajerwerkami na ulicach. Obwieszaja swiatlem wszystko, co mozliwe. Miasto wyglad jak jeden wielki jarmark.

Widok z City Palace Museum. Udajpur zwany jest bialym miastem, ale w tlumie zaplatal sie jeden rozowy domek.

Na wszelki wypadek robimy sobie pamiatkowe zdjecie ze sloniem, ktory malowany jest tu przed wejsciami do domow i palacow, gdyz symbolizuje on Szczescie. Oby nas nie opuszczalo na naszej drodze.

Przed Gangaur Ghat. Zaczepiamy miejscowego grajka, ktory bardzo pragnie nauczyc nas grac na egzotycznym instrumencie. Monika na tym jeszcze nie grala…

Codzienne rytualy: pranie i kapiele w Pichola Lake. Alternatywa dla pralki Frani.

Instrukcja uzycia wielblada. Hindus goni nas z drabina i zwierzeciem przez pol drogi. Polowanie na turystow w Indiach nigdy nie ustaje.

Wieczorem zanurzamy sie w muzyce i tancach w bardzo klimatycznym miejscu – Bagore-Ki-Haveli kolo Gangaur Ghat.

W ludowej wiosce Shilpgram, 3 km od Udajpuru. Hulanki, tance i swawole. I nasza ulubiona piosenka,  ktora ciagnie sie za nami od pustyni Thar. Taniec weza:

… i trzy najmniejsze slonie w calych Indiach. Do tego krysztalowe. To lepsze niz slon w skladzie porcelany:) Ewa odkrywa nowe funkcje w swoim fantastycznym aparacie: „slon w karafce”.

Po ujawnieniu swojego fachu, Ewa zostaje ekspertem od budownictwa plemiennego. Domy z odchodow krowich i bawolich swietnie daja rade w 40-stopniowych upalach. W srodku zimno i przyjemnie.

Dalej w wiosce ludowej. Kolejna grupa szalonych grajkow umila nam czas spiewajac wesole melodie.

Ach, te ambicje… Kariera na jednej strunie instrumentu zwanego bhapang – czemu nie… Polecamy te dziwaczne dzwieki.

Przemierzajac wioske niespodziewanie napotykamy na miejscowego rzemieslnika, ktory juz niebawem bierze slub z Marta z Zor. Marto, pozdrawiamy cie serdecznie. Taki chlop to prawdziwy skarb:) P.S> Te nowe polskie wierszyki milosne – to prezent od nas.

Wszystkie restauracje w Indiach mieszcza sie na dachach tutejszych domow, czyli mniej wiecej na 5 pietrze. Aby sie najesc, trzeba sie najpierw porzadnie wspiac i zmeczyc. Nikt nie mowil, ze bedzie latwo.

Barwne uliczki Udajpuru przed swietem Diwali. Na srodku palmy, czyli prawie jak w Warszawie:

Na ulicy przed oltarzem Hanumana musimy sciagnac buty.

Wieczorem ogladamy zachod slonca z Monsoon Palace. Nie jestesmy tu same:

Bajkowe widoki na dobranoc.

Reklamy