Indie

Just another WordPress.com weblog

Chilika Lake Grudzień 27, 2008

Filed under: 19 - Chilika Lake — wyprawadoindii @ 10:55 am
Tags: , , , , , , , ,

Chilika Lake – najwieksze jezioro Indii, w dodatku slone. Obiecano nam delfiny….

dsc_1510

Wyprawa nad jezioro to niezle przedsiewziecie logistyczne. Kierowca jeepa zarzadal bajonskich sum za przejazd z rowerami, wiec przesiadlysmy sie do autorikszy. Załadunek przekraczał kilkakrotnie pojemność rykszy, ale to w Indiach zaden problem.

img_1201

W drodze nad jezioro. Towarzyszą nam trzy Hinduski, siostry. Razem przemierzamy kilkanascie kilometrow konwersując o tym i owym. Probujemy zapamietac ich imiona, ale na próżno. Dziewczyny nie chcą wychodzić na mąż – co na Indie dość nietypowe.

img_1206

img_1208

img_1214

Biuro informacji turystycznej w Satapadzie… Hindusi bardzo sobie cenią zdrowy, mocny sen.

img_1236

Z rowerow przesiadamy sie na lodke.

dsc_1741

Dajemy się zlowić poławiaczom pereł.

img_1129

Sea Mouth, czyli miejsce gdzie jezioro spotyka się z Oceanem Indyjskim.

dsc_1516

Nieco szeroko…

dsc_1532

Nie mozemy się powstrzymac, aby nie dać sie ponieść.

dsc_1541

Szybki skok w spodnie. O nagosci na plazy w Indiach można tylko pomazyc.

dsc_1553

„Ach, jak przyjemnie kolysac sie wsrod fal…”/mjuzik

dsc_1567

… a wokoło pieknie

dsc_1603

Łodzie troche jakby pirackie:

img_1155

Jezioro rozlegle, ale płycizna straszna. Spokojnie mozna brodzic.

dsc_1657

… albo stać na jednej nodze:

dsc_0162

Z rybakiem łódką po jeziorze.

dsc_0202

Prosze zwrocic uwage na uzebienie – specyficzne zabarwienie typowe dla Hindusow żujących nieustannie czerwony pieprz żuwny czyli betel. Żuciu towarzyszy ciagle charkanie i spluwanie, w wyniku czego hinduskie ulice pelne sa czerwonych plam.

dsc_0196

Pojawia się jeden z popularniejszych motywow naszego wyjazdu – 10 letni chlopczyk. W Indiach dzieci wykonuja te same prace, co dorosli. Praca zamiast chodzenia do szkoly… Nie ma lekko.

dsc_0215

Zadamawiamy sie.

dsc_02321

Monika liczy na kapiel z delfinami. Zamiast tego – kapiel z gapiami.

dsc_0271

Nowa fucha Ewy.

dsc_0253

dsc_0289

Wycieczka do intrygującego drzewa.

dsc_0325

Troche myszkujemy po okolicy.

dsc_0028

Spotykamy prezenterow z Ptasiego Radia.

dsc_0033

… oraz super miejscowke na nocleg.

dsc_0058

Kolejny odcinek „symbiozy gatunkow”.

dsc_0071

Indyjskie krowy równiez lubia Mazury. Ewa z kolezankami.

dsc_0104

W pobliskiej knajpie o wdziecznej nazwie „Dolphin”. Lekkie rozczarowanie salatka owocową. Ku naszemu zdziwieniu składa sie z : ogórka, pomidora, buraka, pomaranczy, marchewki i jablka. Pyszności.

dsc_0125

Tradycyjny hinduski sposob spozywania posilkow: palcami.

img_1157

Kazdy wcina to co lubi.

dsc_00071

Obrazki nadjeziorne.

dsc_0138

dsc_1670

Romantyczne plenery.

dsc_1672

Portrety na łonie natury.

dsc_1705

dsc_1714

Handel kwitnie.

dsc_1753

dsc_1765

Laura czekajaca na Filona.

img_12381

Easy-yoga na jeziorem – wydanie fotograficzne.

img_1241

Dama z jeziorem.

img_1246 Widoki calkiem sympatyczne.

img_1265

W drodze powrotnej napotykamy troche masowych atrakcji. Pokonujemy je. W koncu jestesmy dzielne:)

img_1276

Przed nami jeszcze tylko tydzien podrozy, czas opuscic Puri. Musimy przetransportowac sie z wybrzeza wschodniego na zachodnie, przed nami jakies 40 godzin podrozy pociagami…

Na dworcu w Puri Lord Jagganatha ma swoj firmowy sklepik.

img_1289

Ewa ze swoim idolem.

lord-jagganath

Dworcowe maksymy.

img_1294

… oraz życzenia szczęsliwej podroży.

img_1298

Kilkugodzinna przerwa w podrozy w oczekiwaniu na kolejny pociag. Stacja Kharagpur – miasto, ktore istnieje, choc nie ma go w Lonely Planet 😉

dsc_0472

Dalej w drodze. W naszym „przedziale” hinduska rodzina z niemowlakiem i muzulmanska para z Bangladeszu.

dsc_0486

Rozczulajace scenki z zycia rodzinnego. Malenstwo ma zaledwie miesciąc, a juz podrożuje koleją.

dsc_0493

Sasiedni przedzial. Na dole gosc z farbowanymi wlosami, czyli typowy Hindus.

dsc_0484

Przystanek Mumbai – dwie godziny na zmiane pociagu. Okazuje sie, ze bilety mozna jednak nabyc tuz przed odjazdem pociagu, oczywiscie doplacajac konikom odpowiednia kwote. Najwazniejsze, ze jedziemy. Wcinamy witaminy przed dworcem Victoria. Mimo poznej pory w powietrzu czuc upal i wilgoc, trzeba uciekac nad wybrzeze.

mumbai1

Reklamy